Bardzo byłam wczoraj szczęśliwa, że po pracy tylko 20 minut po zamarzającej mieszance śniegu i piachu brnęłam (mogło być krócej, ale moja szczęśliwa passa na Vinted trwa i jeszcze do paczkomatu skręciłam) do WKD. Kolejki jeździły jak zawsze, co 10 minut, potem dopiero, za jakąś godzinę, samochód wjechał pod jedna z nich i ludzie stali długo, czekając na aż powypadkowe sprzątanie się skończy. Padało coś jakby gęsta kasza, mokra, zimna i twarda.
Potem do domu 10 minut bez deszczu już, ale za to po miejscowych mini lodowiskach. Tam, gdzie wcześniej śnieg był starannie odgarnięty, lodowiska były idealnie gładkie i świecące. Drzewa, krzaki, metalowe barierki i znaki drogowe i nieczynna 😒 sygnalizacja świetlna, wszystko w lodzie.
Jak dobrze wrócić i już przez szybę taki świat obserwować 🧐, bo wyglądało to pięknie.
Dzisiaj chwila oddechu od zimna, potem kolejna tura 🥶.
A ja się ułożyłam do bezrowerowych warunków, do fryzjera był marsz 5 km z kijkami, po śniegowej brei, w spalinach 😕 niestety, dzisiaj paznokcie - też na nogach, ale drogami bez aut..
Dwa treningi siłowe po 30 minut zrobione, i jeden - 30 minut pilatesu z Martą Codziennie Fit. Wyraźne zakwasy w core mam po nim i wyraźną świadomość, jak to biodro z ograniczeniami, mocno rzutuje na ruchomość i sprawność całego ciała. Jakoś udawało mi się to zamiatać "pod dywan" do tej pory, ale bez roweru, za to z chodzeniem, problem wyłazi z różnych stron.
Na takim "pomiędzy" etapie jestem. Zdecydowanie nie tak sprawna, jak bym chciała. Dużo mniej sprawniejsza, niż byłam przyzwyczajona, że jestem. Ale też tak źle nie jest, wg mnie, żeby na endo się decydować.
W "moim" parku piżmak często wyłazi z wody - na ptasie jedzenie i można go oglądać, biała czapla się pojawiła i mewa delawarska. Wybieram się tam w weekend, pooglądać na własne oczy, bo teraz to tylko fotki na fb sledzę. Piękne fotki, bo szczególnie mewa, to łakomy kąsek dla ptasiarzy.
A na moim balkonie śnieg w odwrocie 👍

Brak komentarzy: