vapennik

  • Strona główna
  • Aktywność
  • Rękodzieło
  • Podróże, te małe i duże
  • Pobierz szablon

maja 25, 2026

Mój pierwszy endotydzień czyli życie w tempie ślimaka


Spokój, błogi spokój, kamień z serca, co za ulga - tak to krótko mogę opisać.



Bo proces decyzyjny, a przeszłam wszystkie etapy, to były nerwy, szybkie decyzje, nagłe zwroty sytuacji, niezapowiedziane kłody pod nogi. S. budził mnie nie raz, w środku nocy jak darłam się na cały dom - ratunku, albo tylko się darłam niezrozumiale.

Długo przeciągałam, ale ta zima pokazała mi, że takie życie to nie życie które bym chciała prowadzić. A że to choroba postępująca, to lepiej już było. I że na drugą taką zimę (kiedy to świat wołał, a chodzenie bolało) to ja już chęci nie mam. Ani czasu.

No ale gdzie, jaką metodą, jaka proteza - tu możliwości wyboru ogromne. Czytałam co tylko mogłam na fb endogrupach, było to kształcące, ale też bardzo wystraszające i każdy zresztą był w innej sytuacji.

Termin w "moim szpitalu" = październik 2027, a mnie bolało już całe udo i kolano.

Więc jeszcze jeden zwrot myślowy, robię to szybko = komercyjnie w szpitalu Enel - Med. 

Jeszcze tylko niezliczona ilość badań przed, niespodziewany problem z zatokami, antybiotyk, który przesunął termin i badania straciły ważność. Powtórzyłam je.

A w międzyczasie biodro (kolano i spółka) przestało prawie boleć, więc całkiem niezły, rowerowy weekend miałam. Tak na koniec tego etapu.

I potem było już spokojnie. Spałam jak kamień, nie płakałam, żegnając się z S. pod windą. Przytomnie zabrałam ze sobą szydełko i skomplikowaną chustę w trakcie, więc nic, a nic się nie nudziłam, czekając już na sali. 

Wszyscy mega pomocni, kompetentni, panie pielęgniarki delikatne = weflon założony nie wiadomo kiedy.

Dwie jeszcze osoby na sali, ale komórki wyciszone, a na wielką plazmę TV na ścianie żadna z nas nawet nie spojrzała (co za ulga). Wykąpałam się, specjalną gąbką zdezynfekowałam bok, na którym miałam wyrysowane różne strzałki, a one się zmyły od razu. Narysowałam je jeszcze raz. Założyłam całkiem niezłą piżamę i jak przyszedł pielęgniarz, poszłam za nim. Coś już tam w żyłach miałam rozweselającego, bo śmiałam się i żartowałam w odpowiedzi na żarty pielęgniarki. Weszłam na łóżko, znowu kroplówka: może się w głowie zakręcić - usłyszałam i proszę usiąść i się pochylić - to ostanie co pamiętam.

No i wybudzenie, info, że wszystko poszło ok, do swojej sali wróciłam, z pomocą ubrałam się we własną piżamę w historie komiksowe myszki miki na całych spodniach.

I spałam, trochę rozmawiałam z sąsiadkę (też bioderko, tylko po lewej stronie). Kroplówki, tabletka na sen. Sikanie do basenu (nie poszło mi, pierwsze w życiu cewnikowanie, którego zupełnie nie poczułam). Tylko panikę przed nim.

Na drugi dzień bezproblemowa pionizacja, kontrolny rentgen, trochę chodzenia o kulach. Spanie, spanie, spanie.

Na trzeci dzień o godzinie 10 - do domu.

Spoko weszłam do auta (wysokie na szczęście) i na moje czwarte piętro. 

S. robi mi co wieczór zastrzyk i zmienia opatrunek (delikatny sznureczek zupełnie ładnej skóry). I zakłada mi jedną skarpetkę, chociaż czasami próbuję sama, używając lewej nogi i długiej, drewnianej łychy, takiej co babcia bigos mieszał(strasznie niepomocna moja lewa, a są ludzie, którzy stopami obrazy malują). Próbowałam używać widelec, ale nie polecam, bo dziurawi i zaciąga skarpetkę. Śpię dużo, robię zalecone ćwiczenia, ale to tyle co nic, bo teraz jest czas gojenia się. Jem dobrze, ale z apetytem u mnie nie bardzo. Czytam, szydełkuję, gadam coraz więcej i jest codziennie coraz lepiej.

A 2 czerwca kontrola, zdjęcie szwów i powoli rehabilitacja się zaczyna.

Read more »
2
Podziel się!
Starsze posty

kwietnia 19, 2026

Nareszcie -sezon działkowy rozpoczęty!😀

 Właściwie takie małe prerozpoczęcie było jeszcze przed Świętami, ale to się nie liczy, bo zimno było jeszcze wtedy i nic zielonego się nie pokazywało.

Tylko susza straszna kłuła w oczy 😟. Narew, która, tam gdzie Orz do niej wpływa, powinna być ogromnym jeziorem, płynęła swoim letnim korytem, podmokłe łąki były łąkami trzeszczącymi z suchości.

Miejsce, gdzie ropuchy przechodzą przez drogę, z mokradła do stawu, stada całe przechodzą (nikt niestety ich nie przenosi, więc sporo jest rozsmarowanych na drodze), teraz opustoszało, bo mokradło wyschło też na wiór. Tylko dwie ropuchy żywe spotkałam (rozsmarowanych z pięć, w różnym stadium zasuszenia). A staw do którego chciały się przedostać, jest teraz siatką i murkiem ogrodzony, także smuteczek 😒.



Drugi smuteczek to nowa droga, bardzo blisko już naszej działki. Była szutrowa, przez pola i mokradła tak ze dwa kilometry w górę i w dół, cudny widok na dolinę Wymakracza, pod koniec trzy domy na krzyż, do których jest dostęp od drugiej strony, a równolegle duża szosa. A teraz ten szuter asfaltem zalany, wszystkie drzewa wycięte, znak za znakiem ustawiony. 

Bocianów prawie nie ma, żurawi nie widziałam wcale, ani nie słyszałam.

A potem na trzy tygodnie infekcja zatok zamknęła mnie w domu. 

I dopiero w piątek, po namyśle, pojechaliśmy na Otwarcie Sezonu Prawdziwe 😀!!

Ognisko było, pedałowanie po lesie (pomysł odważny, a nawet lekkomyślny), podziwianie kwitnących drzewek (mirabelek głównie), wygrzewanie się na popołudniowym słońcu i marznięcie trochę rano.

Cudnie było!! (chociaż zatoki są innego zdania)



.A w sobotę, już tak koło południa, mój upuszczony telefon, kantem upadł na kamienną podłogę werandy i przestał działać. Koniec sprawdzania co tam na świecie i u znajomych przy porannej kawie, koniec logowania malowanych kamyków, zapisywania przepedałowanych tras, Ś nie widzi gdzie po lesie jeżdżę i nawet nowego aparatu nie mogę sobie kupić, bo przecież sms z banku na komórkę przychodzi.


Na moje szczęście S. zajął się wyborem/kupnem nowego telefonu, wraz z "armour" i zabezpieczająca szybką i obiecał instalacje poczty itp. No i w domu, z laptopem, już brak nie jest brakiem tak dużym

Read more »
3
Podziel się!
Starsze posty

marca 18, 2026

Las na zawsze 🎄🍂🍁

Moje korpo, drugi chyba już raz, organizuje jednodniowy wyjazd, żeby las sadzić. Kilka takich miejsc w Polsce leśnicy wyznaczyli, takich że bioróżnorodność ma tam być, drzewa nie będą ścinane, sadzone są luźno, żeby pomiędzy niektóre gatunki same wyrastały. 

Ucieszyłam się jak zwykle ja na początku  😀. Zapisałam się od razu. Omówiłam wszystko ze znajomymi. Powspominaliśmy jakieś poprzednie (wieki temu), całkiem udane sadzenie lasu (i jeszcze kilka innych spraw przy okazji). 

A na drugi dzień sprawdziłam dokładnie jak to jest daleko. Jest daleko - 100 km. I jak wracać będziemy w największe korki, a ja w autokarze nie czuję się najlepiej = resztki mojej choroby lokomocyjnej.

I wypisałam się. I nie wiem czy nie żałuję 🤔

Trudne czasami bardzo jest podjęcie decyzji, co do czegoś, w czasie odsuniętego.




A na moim balkonie jemioła w doniczce stoi - zamiast bratków. Bratki później trochę będą.

Osocze po raz drugi zadziałało, biodro całkiem, całkiem, na rowerze szczególnie dobrze wszystko w nim pracuje. Więc kręcę nogami (już prawie 500 km w tym sezonie) i głową, żeby wszystko dobrze zobaczyć - gdzie krokusy (małe, bo sucho bardzo), gdzie pierwiosnki, a gdzie koćki na drzewach.

Na naszą działkę jeszcze odwagi pojechać jeszcze nie mam, choć mnie korci. Tam zawsze czas wstecz przesunięty, zimniej jest i mniej kolorowo. S. był i opowiedział mi wszystko - bociana nie ma, i myszy. I nie ma na rynku w Długosiodle, malutkiego, zarośniętego pana, Krasnalem go nazywamy, który jest tam prawie zawsze. Są żurawie i koty. I ptaki już śpiewają. 

W niedzielę, morsować pojechałam na rowerze. Na krańcach jeziorka wciąż lód jeszcze, ale po wyjściu ciepło, można gadać, ubierać się spokojnie, dreszcze nie są jakieś mocne. Wędkarze nie siedzą już wokół swojego przerębla, tylko na brzegu. Zniknęła zimowa magia tego miejsca, jak w zwykłym, ładnym parku się zrobiło.

Pierwszy motyl cytrynek się pokazał. I mucha.

Read more »
5
Podziel się!
Starsze posty

marca 07, 2026

800 koralików = runda nr 1 Sock Madness

 Wzór wciąga, trudno go odłożyć - jeszcze jeden rządek i przerwa, zamienia się w kilka kolejnych, a godzina zmienia się zaskakująco szybko.


No i jak to u mnie, o pomyłkę łatwo, wersji pierwszej było już sporo, ale niestety musiała być spruta, kolorki przy okazji zmieniłam na spokojniejsze.

Pogoda piękna u mnie, rower codziennie, wypatrywanie pierwszych kwiatów, coroczne, niezmiennie ekscytujące zmiany 🤩

Tylko ostatnie morsowania w przeręblu odpadły, w piątek coś tak jakby nie bardzo z zatokami więc i z gardłem, a morsowanie w takim przypadku jak gwóźdź do trumny traktuję.

Poniedziałek: 20 km rower + 0,5 h siłownia 

Wtorek: 20 km rower

Środa: 20 km rower + 0,5 h siłownia

Czwartek: 20 km rower + 0,5 h siłownia

Piątek: 20 km rower

Sobota: 35 km rower

Z biodrami coraz bardziej ograniczająco, coraz mniej mogę, już nie tylko z jednym, drugie też daje znać, że dobrze z nim nie jest.

Przestałam myśleć o endoprotezie jako czymś nieokreślonym, kiedyś tam.

Teraz myślę: który lekarz, gdzie, jak długo będę czekała.

Zbieram informację, zaglądam na fb oczywiście 😉, czytam tych, którzy żyją z endo aktywnie.

Ale taka zmrożona strachem jestem.

Read more »
5
Podziel się!
Starsze posty

marca 01, 2026

Wiosna wpadła z impetem 🤪

Moje jeziorko do morsowania wciąż pokryte jest lodem 😶‍🌫️, grubym chyba, bo wędkarze - wielkie chłopy siedzą spokojnie dookoła przerębli (ja na ich miejscu, kapok bym na kurtkę założyła), ale wiewiórki w parku sie ganiają, ptaki słychać wszędzie dookoła i kwitną pierwsze przebiśniegi.


I tak cudownie ciepło jest, słońce świeci, wiatr prawie nie wieje.

Ja mocną różnicę temperatur sobie robię, bo rano ta lodowata kąpiel (10 minut wczoraj, dzisiaj prawie 15 minut + z rękoma w wodzie, a w wodzie po szyje), a po południu - śmigam na rowerze po parku, ubrana naprawę lekko.



I cieszę się, że to już, że koniec śniegu i lodu i szlabanu na rower i ciemnych wieczorów.

Spokojnie tydzień spędziłam, jak miałam zalecone, po podaniu osocza do stawu biodrowego. 

Jest dobrze, nie tak dobrze jakbym chciała, ale dużo lepiej niż bałam się że będzie 😀.



Read more »
1
Podziel się!
Starsze posty

lutego 18, 2026

SockMadnss 🥳

No to się zaczęło! Wreszcie! 
Mój trzeci (chyba raz).
Wzór eliminacyjny już jest, od niedzieli, ale ja chciałam skończyć najpierw inne skary, tak żeby ze spokojną głową go zacząć. No i też, jak odłożę jakąś robótkę, to potem inaczej naprężam nitkę i to widać.
Wzór piękny jest, skomplikowany, łatwe tylko wybieranie włóczki było, chociaż też nie do końca, bo ta, która wieczorem wydawała się idealna (trzy kontrastowe kolory), rano jakoś taka sina mi się wydawała. Brzydka.
A mój zapas wełenek w sypialni, gdzie S. długo śpi. Jak najciszej (co nie znaczy cicho) wyciągnęłam co trzeba. Zmieniłam rodzaj, kolory i druty na takie króciutkie, na króciutkich drutach. Tyle co no obwód skarpety.
Mój pierwszy raz z tymi maleństwami. Trochę niewygodne ale warto. Pięknie, równiótko oczka się układają.
Messengerowa grupa aż buzuje od pytań, wątpliwości i co tam komu w duszy gra!! 
I różne grupy na Raverly. Nie wszystko czytam, nie wszystko rozumiem tak merytorycznie, dopóki do miejsca, o którym mowa nie dojdę. 
Nogawkę jedną już mam, dzisiaj PIĘTA!!!




Read more »
4
Podziel się!
Starsze posty

lutego 13, 2026

Tłusty czwartek - całkiem inny niż zwykle 😬

 Ja pączków nie lubię od lat. Tych sklepowych, bo innych nie znam. Babcia moja była faworkowa - takie kruche robiła (ja byłam pomocnikiem, przekręcałam ciasto przez to środkowe nacięcie), że jak za jeden koniec się go do góry podniosło, na pół się łamały, przepyszne były. Sama pączków nie smażę, bo słodyczy unikam i S też.

Ale jak co roku, w moim korpo, we wszystkich cafe poitach i na niektórych biurkach, pojawiły się kartonowe opakowania z NIMI!!! Z firmy Putka, ociekające lukrem i obsypane nie wiem czym 🤔. Pudła pustoszały szybko, chociaż komentarze były raczej takie nie bardzo.

A ja, po porannych jabłku "no co Ty, jabłka jesz dzisiaj!!" na śniadanie, zjadłam jak zawsze kaszę z vege leczo i vege pasztetem (nasz domowy hit ostatnich tygodni ten pasztet), na deser był jogurt z odżywka białkową. I do łazienki poszłam umyć zęby. I wynitkować. 

I w trakcie tego nitkowania - pyk!! prawie cały ząb (ósemka) wylądował w umywalce!😮 I jak zwykle: wewnątrz- strach, niedowierzanie, życie się rozpadające, a ja z nim = moje niewspółmierne do sytuacji, uczucia związane z zębami. A na zewnątrz oczywiście nic nie widać. Spokój i opanowanie. Umyłam to coś, zawinęłam w papierowy ręczniczek i do mojego odlatstomatologa zaczęłam dzwonić. Do szefa napisałam, że awaria, musze wyjść wcześniej, odpracuję jutro.

No i pan doktor akurat pracował (a nie w każdy dzień tak jest) i znalazł czas (dla pani zawsze, pani Beatko), ucieszył się, że mam ten kawałek (drogie inleyowe wypełnienie, okazało się, że to jest, robione w laboratorium). I pracowała pani protetyk, wkleiła mi ten kawałek elegancko i jeszcze, tak przy okazji miałam przegląd (wszystko ok), usunięcie ciutkę kamienia i wypolerowanie jak coś tego wymagało.

Wróciłam do domu wieczorem, głodna bardzo, ale z wciąż działającym znieczuleniem. 

Zrobiłam mój zimowy koktajl (coś co lubię i przy czym nie zjem sobie policzka) dla siebie i dla S, odprężyłam się, dziergając skarpetkę.

A w gabinecie stomatologicznym taki był widok:



Read more »
11
Podziel się!
Starsze posty

lutego 10, 2026

Wieża, śmierć, głupiec, gwiazda, wieża

Tak, wróciłam do wyciągania prawie codziennie jednej karty tarota.

Tak, żeby zatrzymać się, usiąść w ciszy, wziąć karty do ręki, długo potasować, oczyszczając głowę. Wyciągnąć tą jedna, która przyciągnie moja uwagę. 

Odwrócić.

Pomyśleć.

Zajrzeć do książki, ładnej, pożółkłej trochę. Poczytać, chociaż prawie wszystko już pamiętam.

Moje karty i książka, są pozytywne - no albo ja jestem i tak je widzę. Śmierć jest uśmiechnięta, piękną kobietą idąca po łące, a u diabła - kajdany bardzo, ale to bardzo luźne.

Trochę się teraz bardziej w domu toczy moje życie i bardzo brakuje mi ruchu na zewnątrz.

No wiem, nie ma złej pogody tylko złe ubrania (z czym nie do końca się zgadzam) ale ja nie z zimą mam problemy, tylko z biodrem. Mój pieniński wyjazd i chodzenie teraz, zamiast pedałowania = wyraźne pogorszenie się.

Druga sprawa - mój mors kolega, od prawie miesiąca przeziębiony, a w jeziorku niezbyt duży przerębel kaczki zajęły - jak to kaczki srając gdzie popadnie. Jakoś nie mam chęci do takiej wody wchodzić  🫤. Nie mam też chęci jeździć tam autem, wyciągać go z ciasnego garażu, przepychać się ciasnymi, pełnymi innych aut, w różnych stadiach ruchu, uliczkami koło mnie. A ja po pobycie w zimnej wodzie, myślenie i szybkość reakcji mam trochę/mocno ograniczone.

Wędkarze swoich dziur pilnują, na moim morsowym stawię, czaplę rezydentkę podkarmiajac przy okazji.

Kormorany poznikały z mojego parku, jeden został, fotografowie karmią go rybami w dawce takiej, żeby z głodu nie zdechł, ale też się od nich nie uzależnił. Ptaszor Stefan jak pies chodzi za nimi.

Ale nie to, że siedzę i marudzę. Treningi siłowe są jak były, jakieś tam spacery z kijkami też i coś na core z Marta z CF,

Byłam już u mojego ortopedy, umówiłam się na osocze (ten czwartek, albo przyszły czwartek). Zrobiłam RTG, żeby było wiadomo jak bardzo jest źle. Albo, że wcale tak źle nie jest.

Posłuchałam znowu, że najczęściej nas tzn tych z konfliktem udowo-panewkowym, to endoproteza tylko uwalnia od bólu i ograniczeń. Nakładając trochę inne ograniczenia.

Jak wszystko dobrze pójdzie. 

I nie wszystkich.

Dołączyłam do grup na fb, czytam o tych, którzy z engo brykają. I o tych, którzy ledwo się poruszają. I z czego endo są zrobione, jak "montowane". 

Oswajam się.

Bo ja boję się najbardziej tego, czego nie znam.

No i na kolejna edycję SockMadnes (dwudziestą już, jubileuszową) czekam, już tylko kilka dni i się zacznie!!😀

Dwa wzory już są, takie rozgrzewkowe, ale nie zachęciły mnie do wydziergania.


 




Read more »
9
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 30, 2026

Już kormorany odleciały w dal..🪽

Snuje mi się po głowie ta piosenka zawsze, na ostatnich, jesiennych mazurskich wyjazdach. I czasem w aucie ją słyszę, jak już wracamy.

A kormorany wcale nie odlatują tak co do jednego. 

Dużo bardzo z nich zostaje i jak zimą głód je przyciśnie, lód zasłoni ich łowiska, przenoszą się bliżej ludzi. Do parków na przykład. 

I do Potulika w tym roku, nietypowo, przyleciało kilkanaście tych wielkich, prawie czarnych ptaszorów, jak lecą nisko nad wodą, smoki z baśni przypominają.





Tu też stawy pozamarzane, ale jest rzeka, a w niej kilkaset chyba kaczek pływa i na brzegu siedzi, jak tylko człowiek się pojawi, kwakanie straszne powstaje i wyścigi w stronę człowieka/ludzi. A jak ktoś sypnie jedzeniem - wojna prawdziwa się zaczyna, włażenie na siebie, plusk i kwakanie jeszcze głośniejsze (wojna też pomiędzy ludźmi była, bo jeden pan, niepewnie idący i to nie z powodu śniegu i lodu, całą lidlową torbę starego chleba do parku przytachał i do wody wysypał) .

Kormoranów to nie obchodzi, siedzą nieruchomo - na ryby polują, około pół kg na dzień im potrzebne.

Dookoła fotografowie z ogromnymi obiektywami krążą.

A ja wiem to wszystko, bo w niedziele marsz prawie 8 km z kijkami sobie zrobiłam, i fotki przy których paluchy zmarzły mi bardzo.

Słucham The Loneliness of Sonia and Sunny wciąż na nowo od początku, jakoś myślami odpływam = nudzi mnie ta książka jak na razie 



Read more »
1
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 23, 2026

Piżmak w "moim" parku 🐀

Z relacji fotografów wiem, że jest tam od dawna. Raz nawet mignął mi z daleka w jednym z bardziej zarośniętych miejsc. 

Teraz, kiedy stawy pozamarzały, oprócz jednego małego kawałka, tuż obok karmnika ptaków, piżmak zaczął regularnie się tam pojawiać. 

W sobotę to on właśnie był celem mojej wycieczki (5 km z kijkami)🐾 .

Po morsowaniu🥶 i śniadaniu, jak już znowu było mi ciepło, zęby przestały szczękać, a reszta mnie drżeć przestała, aparat do plecaka wrzuciłam, audiobook odpaliłam (Tell Me Everything by Elizabeth Strout) i ruszyłam🚶‍♀️‍➡️.

Dzień idealny - słońce, śnieg i mróz, godzina taka złota już prawie była, jak doszłam do tego stawu z karmnikiem. A tam faktycznie, tylko nieduża kałuża niezamarzniętej wody, a w niej stado kaczek, mewy, kilka łabędzi 🦆🪿🦢= tłok okrutny. Na lodzie dookoła, kolorowe jedzenie, ptaków jeszcze więcej bo gawronów i gołębi cała masa. Część kaczek już jakby do spania się poukładała na lodzie.

No i był piżmak!! Siedział na lodzie, nieduży, wsuwał coś jakby buraki. Skulony, tyłem do słońca odwrócony, dużo niżej niż ja (w parku prace trwają, które bardzo poziom wody obniżyły).

Na brzegu sporo ludzi - karmiących i patrzących i robiących fotki, ja ustawiam się jak najlepiej do piżmaka, coraz niżej po stromym brzegu, nie pod nogi patrzę, tylko przez obiektyw, aż zgrzyt, chrup, siup - zjechałam na tyłku poziom zero!!😨. Piżmak podskoczył wystraszony, podbiegł w stronę wody, samiec łabędzia rzucił się na niego z sykiem, piżmak zanurkował i tyle go widzieliśmy...


Jeszcze w trakcie, fotkę ataku zdążyłam cyknąć 😀



A fitnesowo 🏋️‍♀️🤸, udało mi się rowerowe kardio (od połowy chyba grudnia, rower nietknięty) treningami zastąpić, takimi, bardziej rowerową dziurę w mojej duszy wypełniającymi. Bo te typowo siłowe, jako jedyne, za wolne i mało urozmaicone teraz się okazały. No i siłkę mam tylko w pracy, a co z dniami "zdalnymi" i weekendami.

Jak to u mnie często, baaardzo często, fb rozwiązanie podrzucił. Kilka razy stronę Codziennie Fit pokazywał. Aż zajrzałam, spróbowałam - najpierw ostrożnie = coś tam z yootube wybrałam, poćwiczyłam, zmieniając to co wymaga słaby zakres ruchu w bok prawej nogi. 

Spodobało mi się 👍, bardzo. 

Ściągnęłam apkę, zapłaciłam za wersję pro i ruszyłam ze styczniowym wyzwaniem. Codziennie trening innego rodzaju, w środy dla chętnych live, każdy perfekcyjnie poprowadzony i nagrany, Marta pełna pozytywnej energii. Ja po treningu też + zakwasy w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. 



Read more »
2
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 17, 2026

Morsowanie 🥶

Po taaakiej długiej przerwie! (jak stąd do księżyca)

I w taaaki mróz! -10 pokazywał mój balkonowy termometr, ale chyba aż tyle to nie było 🤔

Stracha trochę miałam, ale też chęć ogromną.

Pięknie w parku było, śnieg i słońce (tylko akurat nie tam, gdzie w wodzie staliśmy😒, tam drzewa zasłaniały), prawie nikogo oprócz nas. I bardzo dobrze, bo w grubym lodzie bardzo mały przerębel dla morsów wyrąbany. 

Wejście wyślizgane strasznie, kaczki poznikały, wędkarze koło swojej dziury siedzieli, daleko.

Woda ciepła się wydawała, ubranie się po wyjściu z niej to był nie lada wyczyn, zdążyć jak jeszcze palce całkiem nie zamarzły.


Jutro powtórka 😨


Read more »
7
Podziel się!
Starsze posty
Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Followers

Moje linki

  • Powróżę Jarmużem
  • Traszka na rowerze
  • Wodnikowa Panna
  • Zamiast Terapii
  • Katherine May
  • Przestrzeń Dobrych Myśli
  • Miss-Serious
  • MsCancri
  • Goourmmand
  • Życie to rzecz dla dwojga
  • Dorosła z ADHD

Popularne posty

  • Pierwsze moje wiaderkowanie
     Od 1 grudnia do końca miesiąca, biorę udział w wyzwaniu - poznawaniu zimna.  Prowadzi je Valerjan Romanovski, który jest dla mnie w sprawie...
  • Tłusty czwartek - całkiem inny niż zwykle 😬
     Ja pączków nie lubię od lat. Tych sklepowych, bo innych nie znam. Babcia moja była faworkowa - takie kruche robiła (ja byłam pomocnikiem, p...
  • Wieża, śmierć, głupiec, gwiazda, wieża
    Tak, wróciłam do wyciągania prawie codziennie jednej karty tarota. Tak, żeby zatrzymać się, usiąść w ciszy, wziąć karty do ręki, długo potas...

Archive

Szukaj na tym blogu

Zgłoś nadużycie

O mnie

Moje zdjęcie
vapennik
O tym co mnie niepokoi, przyciąga, nie daje spać, wymaga sprawdzenia. Cieszy i chce być zapamiętane.
Wyświetl mój pełny profil

Szukaj na tym blogu

Tags

krościenko podróże
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 vapennik. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.