Jeszcze w środę u fizjo narzekałam, że kawałek mięśnia w udzie taki "nie mój", drewniany jakby i jak się zmęczy to boli. I jak za długo odpoczywa, to tez boli podczas pierwszych kroków.
A już w czwartek, wreszcie, to uczucie zniknęło, chodzenie bez problemu, rower - bajka.
Pierwsza dłuższa rowerowa trasa - 24 km bez problemu, wszystkich km endonogą już wykręconych licznik pokazał ponad 200 km!
Marsze z kijkami 4 km spoko, ponad 6 to już z odpoczynkiem, ale i tak sukces. Kilka lat nie chodziłam jak nie musiałam ☹️.
Codziennie 40 minut rehabilitacji sumiennie robione.
A na wsi zmiana dekoracji = bocianie gniazda puste, na polach bale z sianem wszędzie leżą. Umilkły ptaki, a czerwone maki w brunatne makówki się pozamieniały.
A w lesie wrzosy zaczynają kwitnąć 🤩 i dziwne grzyby wyrastają 🤔
Koniec sierpnia to koniec zwolnienia i powrót do biura. Wczesniej RTG bioder (wizyta u lekarza z Medicover, żeby przepisał mi skierowanie, wtedy zrobię je w ramach mojego abonamentu). Wizyta kontrolna u mojego operatora, a potem z zaświadczeniem, że leczenie skończone, wizyta u lekarza medycyny pracy gdzie nie wiem, czy sama mam się umówić, czy korpo HR to zrobi. Muszę skontaktować się z nimi i z moim przełozonym to sie dowiem.
I jeszcze, we wrzesniu bym chciała iść wreszcie na urlop, ciekawa jestem jaka będzie reakcja, bo dopiero co bym do roboty wróciła i znowu na prawie trzy tygodnie znikneła. Ale urlop planujemy na Kaszubach (okolice Wieżycy), albo tam gdzie pogoda będzie i jest co robić, ale w PL albo Czechy, więc im szybciej, tym lepiej.
A wracać mi się nie chce 😟. Przepracowałam już dwa lata dłużej niż ustawowo muszę i z pełnym przekonaniem wszystkim opowiadałam, że tak, no kasa oczywiście to powód nr 1, ale jeszcze kontakty z ludźmi, rozwój, nowe wyzwania (naprawdę je lubię), rytm dnia itp. Że emerytura to trochę boczny tor i marazm.
A te miesiące bez pracy zweryfikowały moje przekonania zupełnie. Były ciekawe, wypełnione od świtu do nocy, fakt, że rehabilitacja zajmowała dużą część i głowy i dnia, a na początku szczególnie spałam i spałam, a to co robiłam to kilka razy dłużej. Ale nie chce mi się do mojego korpo wracać i kasa pozostała jedynym (mocnym !) argumentem na tak.
A dzisiaj wizyta u stomatologa i decyzja co będzie z moją ósemką. I może, może, do Blue City zajrzę i coś tam pomierzę? Spodnie, takie do kolan, luźne z kieszeniami, bardzo by mi się przydały. I koszulki jakieś. Coś nowego 🤩



























