Bo mogę już wszystko😀 (oprócz pełnego zgięcia, ale to mała przeszkoda).
Prawie juz koniec tych pierwszych , najtrudniejszych i najbardziej ryzykownych trzech miesięcy, czas teraz najprzyjemniejszy = spijanie śmietanki, ale już kończy się powoli, razem z latem 🌦️.
Na rowerze ponad 400 km endonoga wykręciła, paliwo dobre bardzo dostaje i w godzinach odpowiednich, bez słodyczy, kupnych gotowców itp. Dodatek główny, w dużych ilościach - przepyszne pomidory, uprawiane niedaleko naszej działki, 50 różnych gatunków podobno!
Malowane kamyki zaczęłam znowu przewozić z miejsca na miejsce, powolutku zabawa zaczyna się rozkręcać w okolicach naszej działki.
Na sztangę ciężaru dołożyłam, co od razu po ramionach widać, endo noga wygląda już tak jak noga lewa, obie wyglądaja dobrze, jak silne nogi.
Kontrolny rtg potwierdził, że wszystko ok, w przyszłym tygodniu wizyta u operatora, od września, jak dziecko do szkoły - ja do biura.
Kolejne skarpety prawie skończone - testy wzoru inspirowanego Ełkiem, jakiego - to tajemnica na razie, tylko lewą, bardzo łatną zresztą stronę moge pokazać.
Na rtg rowerem pojechałam i do stomatologa (15 km w jedną stronę), trochę czasu pomiędzy miałam = okazja, żeby do zary wstąpic i nie tylko, troche pozglądać. Rower przypięłam pożyczonym, nie pierwszy raz, od S., szyfrowanym zabezpieczeniem.
I czas już na wklejenie inlaya jechać, a zamek nie chcę się otworzyć! Tak, szyfr pamietam doskonale, nie, to nie ta przyczyna!
Kręcę w tą i tamtą, jak najdokładniej cyferki ze soba zestawiam, mocnio ciągnę i delikatnie. Czas kurczy się, wiatr się zrywa i deszcz mocno zaczyna zacinać. Ale na szczęście, tuż obok taksówki stoją, więc poddaje się, wsiadam do jednej z nich, jadę do dentysty, wracam już autobusem, walczę z zapieciem jakiś czas, pan z taksówki (innej już) przyłacza się do prób uwolnienia roweru. Nic z tego.
Wyszukuję najbliższego ślusarza, po 15 minutach przyjeżdża bardzo miły i kompetentny pan (nie ma narzędzi do przecinania stali, jak sobie wyobrażałam, tzn. może ma w aucie), pyta o numer kodu, kręci tak z pięć minut, albo może mniej, otwiera przy innym ustawieniu cyfr. Już tak kontrolnie, poza rowerem, zamyka i otwiera. Pokazuje mi - znowu cyferki ustawione inaczej. Linka sie rozkodowała, do śmieci idzie, a ja wreszcie do domu.
Przygoda 300 pln mnie kosztowała 🤑.



Ha ha ja miałam ostatnio przygodę z kluczykiem do kłódki na siłce. Przychodze do szafki, macam kieszenie, wywalam wszystko-kluczyka nie ma. Idę na recepcję spytać czy ktos nie znalazł. Pan mowi ze nie, i ze trzeba bedzie ciąć. Pytam czy ma narzędzia-tak. Poprosiłam zeby jeszcze zaczekał, ze pojde jeszcze na salę cwiczeń poszukac. Ale jeszcze raz macam kieszenie w spodenkach i nagle czuje, tyle ze nie w kieszeni tylko w takiej siateczce „na jajka” bo to męskie spodenki. Nie wiem jak on się tam zaplatał ale wystarczyło male ciecie nozyczkami a nie klodki nie wiadomo czym :) cieszę się wraz z tobą postępami, bo jakoś czuję się matką chrzestną tej operacji ;-) oczywiscie to ja Agata, tyle że z tableta
OdpowiedzUsuńDobrze z Twoim kluczykiem się skończyło 😄
Usuń