W małej wiosce tuż za rogiem (jakieś 15 od od naszej działki) taka bardzo lokalna impreza była.
W remizie.
Kurpiowskie stroje, śpiewy, wóz strażacki wożacy dzieci (tylko dzieci 😮💨) jedzenie oczywiscie było- jak wszędzie i to co zawsze.
Ale też było więcej - spacer ornitologiczny, opowieści o ptakach, szczególnie kuliku, który w okolicy, na Pulwach jest widywany - wielka atrakcja przyciągająca ptasiarzy i której ja nie umiem docenić 🫤
Kiedyś były tu bagna, teraz po osuszeniu przez niemieckich osadników - łaki, krowy na nich, trochę drzew, pojedyńcze gospodarstwa - taka trochę nuda krajobrazowa. Jak zimę tu sobie wyobrażam, taką listopadową, szarą - ciary na plecach i jakieś horrory po głowie mi chodzą 😱
Ale ptaki przyciągają obserwatorów, kultura kurpii białych jest wciąż żywa = trochę się tu wokół tego dzieje.
50 km przepedałowane 🚴, ogromna, pyszna szarlotka zjedzona, krótki odpoczynek nad Wymakraczem bo popołudnie piękne jeszcze było.
Zimno juz się robi i ciemno coraz szybciej. Zaraz koniec urlopu i powrót do miasta.
Ale grzybów super jakościowych jest wciąż trochę i to osładza bardzo ten czas pomiędzy latem, a jesienią🍁🕸🕷
Przez tego jegomościa na drugim zdjęciu ja unikam grzybobrania ;) od momentu gdy patrząc pod nogi szukając grzyba nadziałam się na takiego jak z drzewa zwisał brrrrrr!
OdpowiedzUsuń