Za każdym razem, kiedy szłam czerwonym szlakiem z Przełęczy pod Klasztorną Górą do Lesnicy, intrygował mnie ten napis: Vapennik 2 min. I strzałka w bok. Zrobiony odręcznie, białą farbą na korze drzewa.


Zawsze był Bardzo Ważny Powód, żeby nie sprawdzić co to może być. 

Bo późno, bo ciężki plecak, bo się nie chce. Wyobraźnia zachęcała - przecież to musi być jakaś ogromna skała niespotykanego kształtu jak Maczuga Herkulesa. Albo jaskinia, głęboka i porozgałęziana w różne strony. W google nic o tym nie było.


Az wreszcie odkrycie tajemny Vapennika stało się celem kolejnej wycieczki. Było rano i był śnieg nie było niczyich śladów na szlaku. Przy strzałce w bok nie było widać drogi. Ale ja pamiętałam. Potem zgadywałam, po sposobie w jaki rosły drzewa, w kierunku wielkich wapiennych skał, pod górę, w coraz gęstszy las. I było coraz więcej śniegu, też i w butach i coraz stromiej i coraz ciemniej i coraz więcej śladów zwierząt – ogromnych jeleni i wilków i niedźwiedzi. Zawróciłam.


I już na dole zobaczyłam  zbudowany nad strumieniem malutki domek z drewnianą rynną, którą spływała woda.


Tego dnia wymyśliłam ten blog.


O tym co mnie niepokoi, przyciąga, nie daje spać, wymaga sprawdzenia.


I jak rzadko okazuje się tym, czym miało być.


2 komentarze: