Snuje mi si臋 po g艂owie ta piosenka zawsze, na ostatnich, jesiennych mazurskich wyjazdach. I czasem w aucie j膮 s艂ysz臋, jak ju偶 wracamy.

A kormorany wcale nie odlatuj膮 tak co do jednego. 

Du偶o bardzo z nich zostaje i jak zim膮 g艂贸d je przyci艣nie, l贸d zas艂oni ich 艂owiska, przenosz膮 si臋 bli偶ej ludzi. Do park贸w na przyk艂ad. 

I do Potulika w tym roku, nietypowo, przylecia艂o kilkana艣cie tych wielkich, prawie czarnych ptaszor贸w, jak lec膮 nisko nad wod膮, smoki z ba艣ni przypominaj膮.





Tu te偶 stawy pozamarzane, ale jest rzeka, a w niej kilkaset chyba kaczek p艂ywa i na brzegu siedzi, jak tylko cz艂owiek si臋 pojawi, kwakanie straszne powstaje i wy艣cigi w stron臋 cz艂owieka/ludzi. A jak kto艣 sypnie jedzeniem - wojna prawdziwa si臋 zaczyna, w艂a偶enie na siebie, plusk i kwakanie jeszcze g艂o艣niejsze (wojna te偶 pomi臋dzy lud藕mi by艂a, bo jeden pan, niepewnie id膮cy i to nie z powodu 艣niegu i lodu, ca艂膮 lidlow膮 torb臋 starego chleba do parku przytacha艂 i do wody wysypa艂) .

Kormoran贸w to nie obchodzi, siedz膮 nieruchomo - na ryby poluj膮, oko艂o p贸艂 kg na dzie艅 im potrzebne.

Dooko艂a fotografowie z ogromnymi obiektywami kr膮偶膮.

A ja wiem to wszystko, bo w niedziele marsz prawie 8 km z kijkami sobie zrobi艂am, i fotki przy kt贸rych paluchy zmarz艂y mi bardzo.

S艂ucham The Loneliness of Sonia and Sunny wci膮偶 na nowo od pocz膮tku, jako艣 my艣lami odp艂ywam = nudzi mnie ta ksi膮偶ka jak na razie 



Brak komentarzy: