Rano, jak pedałowałam po moim rowerowym parku, prawie go jeszcze nie było. Ale biały nalot widać było wyraźnie i jakby drobniutki proszek był w powietrzu. Zniknął też pan śpiący regularnie na stojących w głębi ławkach. Miał gruby śpiwór, ale i tak 🥶
A w parku, gdzie morsuję, już zimowe dekoracje ❄️. Biało, śnieg sypie - pełno ludzi. Biegają, większość ubrana, niektórzy w majtkach i czapkach. Sporo osób stoi w jeziorku (techniki mosowania różne od "na jeńca" do resetów, gadajace grupy, samotni "tu i teraz". Dziewczyny robią sobie długie foto-sesje najpierw w bikini na śniegu, potem w wodzie, a potem jeszcze rybki oglądają z zainteresowaniem (wciąż w bikini). Byli rowerzyści i zwykli spacerowicze, gapiący się na tych stojących w jeziorku.
Dla mnie wejście do wody to taki dziwny moment - coś we mnie strasznie nie chce, ale idę, najgorzej jest ręce i ramiona zamoczyć. Potem, jak pierwszy szok zastąpiony jest przez dreszcze i szczękanie zębami, już jest dobrze - gadam i słucham, ciekawie jest i te kilkanaście minut mija nie wiadomo kiedy. Potem chwila pływania. I wychodzenie, uważnie, żeby nie wywalić się na śliskich schodkach i deskach pomostu. Wciąż jak przygoda😉
Ale potem jest ubieranie się (jak zazdroszczę tym wszystkim, którzy mogą pominąć ten etap i bezpośrednio do ciepłego domu wejść). Bo przy mocnym wychłodzeniu, zakładanie wszystkiego co trzeba, przy małej powierzchni ławki = mordęga. Wytarta niby skóra o dziwnym czerwono-pomarańczowym kolorze wcale nie jest sucha i wciągniecie skarpet (tych najluźniejszych jakie się ma) to cała operacja. Potem buty (sznurówki bardzo rozluźnione). No i cała reszta, której nagle robi się bardzo, bardzo dużo. Rękawy plączą się, trzęsące się, sztywniejące ręce nie radzą sobie z suwakami. Jeszcze trzeba spakować się do plecaka, nie zgubić niczego i dotruchtać do samochodu (nie ja jestem kierowcą na szczęście, bo oprócz tego, że ciało skacze w zupełnie nieskoordynowany sposób na wszystkie strony, umysł tak jakby się zawęża i redukuje).
W domu (jak już skaczącym palcem uda się trafić w cyferki kodu w domofonie) trochę trwa dochodzenie do siebie. A potem, bardzo szybko, nie mogę już doczekać się następnego razu 😋.
A tydzień temu taka piękna jesień była jeszcze 🍁🍂

Brak komentarzy: