Tak, wróciłam do wyciągania prawie codziennie jednej karty tarota.
Tak, żeby zatrzymać się, usiąść w ciszy, wziąć karty do ręki, długo potasować, oczyszczając głowę. Wyciągnąć tą jedna, która przyciągnie moja uwagę.
Odwrócić.
Pomyśleć.
Zajrzeć do książki, ładnej, pożółkłej trochę. Poczytać, chociaż prawie wszystko już pamiętam.
Moje karty i książka, są pozytywne - no albo ja jestem i tak je widzę. Śmierć jest uśmiechnięta, piękną kobietą idąca po łące, a u diabła - kajdany bardzo, ale to bardzo luźne.
Trochę się teraz bardziej w domu toczy moje życie i bardzo brakuje mi ruchu na zewnątrz.
No wiem, nie ma złej pogody tylko złe ubrania (z czym nie do końca się zgadzam) ale ja nie z zimą mam problemy, tylko z biodrem. Mój pieniński wyjazd i chodzenie teraz, zamiast pedałowania = wyraźne pogorszenie się.
Druga sprawa - mój mors kolega, od prawie miesiąca przeziębiony, a w jeziorku niezbyt duży przerębel kaczki zajęły - jak to kaczki srając gdzie popadnie. Jakoś nie mam chęci do takiej wody wchodzić 🫤. Nie mam też chęci jeździć tam autem, wyciągać go z ciasnego garażu, przepychać się ciasnymi, pełnymi innych aut, w różnych stadiach ruchu, uliczkami koło mnie. A ja po pobycie w zimnej wodzie, myślenie i szybkość reakcji mam trochę/mocno ograniczone.
Wędkarze swoich dziur pilnują, na moim morsowym stawię, czaplę rezydentkę podkarmiajac przy okazji.
Kormorany poznikały z mojego parku, jeden został, fotografowie karmią go rybami w dawce takiej, żeby z głodu nie zdechł, ale też się od nich nie uzależnił. Ptaszor Stefan jak pies chodzi za nimi.
Ale nie to, że siedzę i marudzę. Treningi siłowe są jak były, jakieś tam spacery z kijkami też i coś na core z Marta z CF,
Byłam już u mojego ortopedy, umówiłam się na osocze (ten czwartek, albo przyszły czwartek). Zrobiłam RTG, żeby było wiadomo jak bardzo jest źle. Albo, że wcale tak źle nie jest.
Posłuchałam znowu, że najczęściej nas tzn tych z konfliktem udowo-panewkowym, to endoproteza tylko uwalnia od bólu i ograniczeń. Nakładając trochę inne ograniczenia.
Jak wszystko dobrze pójdzie.
I nie wszystkich.
Dołączyłam do grup na fb, czytam o tych, którzy z engo brykają. I o tych, którzy ledwo się poruszają. I z czego endo są zrobione, jak "montowane".
Oswajam się.
Bo ja boję się najbardziej tego, czego nie znam.
No i na kolejna edycję SockMadnes (dwudziestą już, jubileuszową) czekam, już tylko kilka dni i się zacznie!!😀
Dwa wzory już są, takie rozgrzewkowe, ale nie zachęciły mnie do wydziergania.