vapennik

  • Strona główna
  • Aktywność
  • Rękodzieło
  • Podróże, te małe i duże
  • Pobierz szablon

marca 01, 2026

Wiosna wpadła z impetem 🤪

Moje jeziorko do morsowania wciąż pokryte jest lodem 😶‍🌫️, grubym chyba, bo wędkarze - wielkie chłopy siedzą spokojnie dookoła przerębli (ja na ich miejscu, kapok bym na kurtkę założyła), ale wiewiórki w parku sie ganiają, ptaki słychać wszędzie dookoła i kwitną pierwsze przebiśniegi.


I tak cudownie ciepło jest, słońce świeci, wiatr prawie nie wieje.

Ja mocną różnicę temperatur sobie robię, bo rano ta lodowata kąpiel (10 minut wczoraj, dzisiaj prawie 15 minut + z rękoma w wodzie, a w wodzie po szyje), a po południu - śmigam na rowerze po parku, ubrana naprawę lekko.



I cieszę się, że to już, że koniec śniegu i lodu i szlabanu na rower i ciemnych wieczorów.

Spokojnie tydzień spędziłam, jak miałam zalecone, po podaniu osocza do stawu biodrowego. 

Jest dobrze, nie tak dobrze jakbym chciała, ale dużo lepiej niż bałam się że będzie 😀.



Read more »
0
Podziel się!
Starsze posty

lutego 18, 2026

SockMadnss 🥳

No to się zaczęło! Wreszcie! 
Mój trzeci (chyba raz).
Wzór eliminacyjny już jest, od niedzieli, ale ja chciałam skończyć najpierw inne skary, tak żeby ze spokojną głową go zacząć. No i też, jak odłożę jakąś robótkę, to potem inaczej naprężam nitkę i to widać.
Wzór piękny jest, skomplikowany, łatwe tylko wybieranie włóczki było, chociaż też nie do końca, bo ta, która wieczorem wydawała się idealna (trzy kontrastowe kolory), rano jakoś taka sina mi się wydawała. Brzydka.
A mój zapas wełenek w sypialni, gdzie S. długo śpi. Jak najciszej (co nie znaczy cicho) wyciągnęłam co trzeba. Zmieniłam rodzaj, kolory i druty na takie króciutkie, na króciutkich drutach. Tyle co no obwód skarpety.
Mój pierwszy raz z tymi maleństwami. Trochę niewygodne ale warto. Pięknie, równiótko oczka się układają.
Messengerowa grupa aż buzuje od pytań, wątpliwości i co tam komu w duszy gra!! 
I różne grupy na Raverly. Nie wszystko czytam, nie wszystko rozumiem tak merytorycznie, dopóki do miejsca, o którym mowa nie dojdę. 
Nogawkę jedną już mam, dzisiaj PIĘTA!!!




Read more »
4
Podziel się!
Starsze posty

lutego 13, 2026

Tłusty czwartek - całkiem inny niż zwykle 😬

 Ja pączków nie lubię od lat. Tych sklepowych, bo innych nie znam. Babcia moja była faworkowa - takie kruche robiła (ja byłam pomocnikiem, przekręcałam ciasto przez to środkowe nacięcie), że jak za jeden koniec się go do góry podniosło, na pół się łamały, przepyszne były. Sama pączków nie smażę, bo słodyczy unikam i S też.

Ale jak co roku, w moim korpo, we wszystkich cafe poitach i na niektórych biurkach, pojawiły się kartonowe opakowania z NIMI!!! Z firmy Putka, ociekające lukrem i obsypane nie wiem czym 🤔. Pudła pustoszały szybko, chociaż komentarze były raczej takie nie bardzo.

A ja, po porannych jabłku "no co Ty, jabłka jesz dzisiaj!!" na śniadanie, zjadłam jak zawsze kaszę z vege leczo i vege pasztetem (nasz domowy hit ostatnich tygodni ten pasztet), na deser był jogurt z odżywka białkową. I do łazienki poszłam umyć zęby. I wynitkować. 

I w trakcie tego nitkowania - pyk!! prawie cały ząb (ósemka) wylądował w umywalce!😮 I jak zwykle: wewnątrz- strach, niedowierzanie, życie się rozpadające, a ja z nim = moje niewspółmierne do sytuacji, uczucia związane z zębami. A na zewnątrz oczywiście nic nie widać. Spokój i opanowanie. Umyłam to coś, zawinęłam w papierowy ręczniczek i do mojego odlatstomatologa zaczęłam dzwonić. Do szefa napisałam, że awaria, musze wyjść wcześniej, odpracuję jutro.

No i pan doktor akurat pracował (a nie w każdy dzień tak jest) i znalazł czas (dla pani zawsze, pani Beatko), ucieszył się, że mam ten kawałek (drogie inleyowe wypełnienie, okazało się, że to jest, robione w laboratorium). I pracowała pani protetyk, wkleiła mi ten kawałek elegancko i jeszcze, tak przy okazji miałam przegląd (wszystko ok), usunięcie ciutkę kamienia i wypolerowanie jak coś tego wymagało.

Wróciłam do domu wieczorem, głodna bardzo, ale z wciąż działającym znieczuleniem. 

Zrobiłam mój zimowy koktajl (coś co lubię i przy czym nie zjem sobie policzka) dla siebie i dla S, odprężyłam się, dziergając skarpetkę.

A w gabinecie stomatologicznym taki był widok:



Read more »
11
Podziel się!
Starsze posty

lutego 10, 2026

Wieża, śmierć, głupiec, gwiazda, wieża

Tak, wróciłam do wyciągania prawie codziennie jednej karty tarota.

Tak, żeby zatrzymać się, usiąść w ciszy, wziąć karty do ręki, długo potasować, oczyszczając głowę. Wyciągnąć tą jedna, która przyciągnie moja uwagę. 

Odwrócić.

Pomyśleć.

Zajrzeć do książki, ładnej, pożółkłej trochę. Poczytać, chociaż prawie wszystko już pamiętam.

Moje karty i książka, są pozytywne - no albo ja jestem i tak je widzę. Śmierć jest uśmiechnięta, piękną kobietą idąca po łące, a u diabła - kajdany bardzo, ale to bardzo luźne.

Trochę się teraz bardziej w domu toczy moje życie i bardzo brakuje mi ruchu na zewnątrz.

No wiem, nie ma złej pogody tylko złe ubrania (z czym nie do końca się zgadzam) ale ja nie z zimą mam problemy, tylko z biodrem. Mój pieniński wyjazd i chodzenie teraz, zamiast pedałowania = wyraźne pogorszenie się.

Druga sprawa - mój mors kolega, od prawie miesiąca przeziębiony, a w jeziorku niezbyt duży przerębel kaczki zajęły - jak to kaczki srając gdzie popadnie. Jakoś nie mam chęci do takiej wody wchodzić  🫤. Nie mam też chęci jeździć tam autem, wyciągać go z ciasnego garażu, przepychać się ciasnymi, pełnymi innych aut, w różnych stadiach ruchu, uliczkami koło mnie. A ja po pobycie w zimnej wodzie, myślenie i szybkość reakcji mam trochę/mocno ograniczone.

Wędkarze swoich dziur pilnują, na moim morsowym stawię, czaplę rezydentkę podkarmiajac przy okazji.

Kormorany poznikały z mojego parku, jeden został, fotografowie karmią go rybami w dawce takiej, żeby z głodu nie zdechł, ale też się od nich nie uzależnił. Ptaszor Stefan jak pies chodzi za nimi.

Ale nie to, że siedzę i marudzę. Treningi siłowe są jak były, jakieś tam spacery z kijkami też i coś na core z Marta z CF,

Byłam już u mojego ortopedy, umówiłam się na osocze (ten czwartek, albo przyszły czwartek). Zrobiłam RTG, żeby było wiadomo jak bardzo jest źle. Albo, że wcale tak źle nie jest.

Posłuchałam znowu, że najczęściej nas tzn tych z konfliktem udowo-panewkowym, to endoproteza tylko uwalnia od bólu i ograniczeń. Nakładając trochę inne ograniczenia.

Jak wszystko dobrze pójdzie. 

I nie wszystkich.

Dołączyłam do grup na fb, czytam o tych, którzy z engo brykają. I o tych, którzy ledwo się poruszają. I z czego endo są zrobione, jak "montowane". 

Oswajam się.

Bo ja boję się najbardziej tego, czego nie znam.

No i na kolejna edycję SockMadnes (dwudziestą już, jubileuszową) czekam, już tylko kilka dni i się zacznie!!😀

Dwa wzory już są, takie rozgrzewkowe, ale nie zachęciły mnie do wydziergania.


 




Read more »
9
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 30, 2026

Już kormorany odleciały w dal..🪽

Snuje mi się po głowie ta piosenka zawsze, na ostatnich, jesiennych mazurskich wyjazdach. I czasem w aucie ją słyszę, jak już wracamy.

A kormorany wcale nie odlatują tak co do jednego. 

Dużo bardzo z nich zostaje i jak zimą głód je przyciśnie, lód zasłoni ich łowiska, przenoszą się bliżej ludzi. Do parków na przykład. 

I do Potulika w tym roku, nietypowo, przyleciało kilkanaście tych wielkich, prawie czarnych ptaszorów, jak lecą nisko nad wodą, smoki z baśni przypominają.





Tu też stawy pozamarzane, ale jest rzeka, a w niej kilkaset chyba kaczek pływa i na brzegu siedzi, jak tylko człowiek się pojawi, kwakanie straszne powstaje i wyścigi w stronę człowieka/ludzi. A jak ktoś sypnie jedzeniem - wojna prawdziwa się zaczyna, włażenie na siebie, plusk i kwakanie jeszcze głośniejsze (wojna też pomiędzy ludźmi była, bo jeden pan, niepewnie idący i to nie z powodu śniegu i lodu, całą lidlową torbę starego chleba do parku przytachał i do wody wysypał) .

Kormoranów to nie obchodzi, siedzą nieruchomo - na ryby polują, około pół kg na dzień im potrzebne.

Dookoła fotografowie z ogromnymi obiektywami krążą.

A ja wiem to wszystko, bo w niedziele marsz prawie 8 km z kijkami sobie zrobiłam, i fotki przy których paluchy zmarzły mi bardzo.

Słucham The Loneliness of Sonia and Sunny wciąż na nowo od początku, jakoś myślami odpływam = nudzi mnie ta książka jak na razie 



Read more »
1
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 23, 2026

Piżmak w "moim" parku 🐀

Z relacji fotografów wiem, że jest tam od dawna. Raz nawet mignął mi z daleka w jednym z bardziej zarośniętych miejsc. 

Teraz, kiedy stawy pozamarzały, oprócz jednego małego kawałka, tuż obok karmnika ptaków, piżmak zaczął regularnie się tam pojawiać. 

W sobotę to on właśnie był celem mojej wycieczki (5 km z kijkami)🐾 .

Po morsowaniu🥶 i śniadaniu, jak już znowu było mi ciepło, zęby przestały szczękać, a reszta mnie drżeć przestała, aparat do plecaka wrzuciłam, audiobook odpaliłam (Tell Me Everything by Elizabeth Strout) i ruszyłam🚶‍♀️‍➡️.

Dzień idealny - słońce, śnieg i mróz, godzina taka złota już prawie była, jak doszłam do tego stawu z karmnikiem. A tam faktycznie, tylko nieduża kałuża niezamarzniętej wody, a w niej stado kaczek, mewy, kilka łabędzi 🦆🪿🦢= tłok okrutny. Na lodzie dookoła, kolorowe jedzenie, ptaków jeszcze więcej bo gawronów i gołębi cała masa. Część kaczek już jakby do spania się poukładała na lodzie.

No i był piżmak!! Siedział na lodzie, nieduży, wsuwał coś jakby buraki. Skulony, tyłem do słońca odwrócony, dużo niżej niż ja (w parku prace trwają, które bardzo poziom wody obniżyły).

Na brzegu sporo ludzi - karmiących i patrzących i robiących fotki, ja ustawiam się jak najlepiej do piżmaka, coraz niżej po stromym brzegu, nie pod nogi patrzę, tylko przez obiektyw, aż zgrzyt, chrup, siup - zjechałam na tyłku poziom zero!!😨. Piżmak podskoczył wystraszony, podbiegł w stronę wody, samiec łabędzia rzucił się na niego z sykiem, piżmak zanurkował i tyle go widzieliśmy...


Jeszcze w trakcie, fotkę ataku zdążyłam cyknąć 😀



A fitnesowo 🏋️‍♀️🤸, udało mi się rowerowe kardio (od połowy chyba grudnia, rower nietknięty) treningami zastąpić, takimi, bardziej rowerową dziurę w mojej duszy wypełniającymi. Bo te typowo siłowe, jako jedyne, za wolne i mało urozmaicone teraz się okazały. No i siłkę mam tylko w pracy, a co z dniami "zdalnymi" i weekendami.

Jak to u mnie często, baaardzo często, fb rozwiązanie podrzucił. Kilka razy stronę Codziennie Fit pokazywał. Aż zajrzałam, spróbowałam - najpierw ostrożnie = coś tam z yootube wybrałam, poćwiczyłam, zmieniając to co wymaga słaby zakres ruchu w bok prawej nogi. 

Spodobało mi się 👍, bardzo. 

Ściągnęłam apkę, zapłaciłam za wersję pro i ruszyłam ze styczniowym wyzwaniem. Codziennie trening innego rodzaju, w środy dla chętnych live, każdy perfekcyjnie poprowadzony i nagrany, Marta pełna pozytywnej energii. Ja po treningu też + zakwasy w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. 



Read more »
2
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 17, 2026

Morsowanie 🥶

Po taaakiej długiej przerwie! (jak stąd do księżyca)

I w taaaki mróz! -10 pokazywał mój balkonowy termometr, ale chyba aż tyle to nie było 🤔

Stracha trochę miałam, ale też chęć ogromną.

Pięknie w parku było, śnieg i słońce (tylko akurat nie tam, gdzie w wodzie staliśmy😒, tam drzewa zasłaniały), prawie nikogo oprócz nas. I bardzo dobrze, bo w grubym lodzie bardzo mały przerębel dla morsów wyrąbany. 

Wejście wyślizgane strasznie, kaczki poznikały, wędkarze koło swojej dziury siedzieli, daleko.

Woda ciepła się wydawała, ubranie się po wyjściu z niej to był nie lada wyczyn, zdążyć jak jeszcze palce całkiem nie zamarzły.


Jutro powtórka 😨


Read more »
7
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 15, 2026

Świat lodu od bezpiecznej strony

Bardzo byłam wczoraj szczęśliwa, że po pracy tylko 20 minut po zamarzającej mieszance śniegu i piachu brnęłam (mogło być krócej, ale moja szczęśliwa passa na Vinted trwa i jeszcze do paczkomatu skręciłam) do WKD. Kolejki jeździły jak zawsze, co 10 minut, potem dopiero, za jakąś godzinę, samochód wjechał pod jedna z nich i ludzie stali długo, czekając na aż powypadkowe sprzątanie się skończy. Padało coś jakby gęsta kasza, mokra, zimna i twarda.

Potem do domu 10 minut bez deszczu już, ale za to po miejscowych mini lodowiskach. Tam, gdzie wcześniej śnieg był starannie odgarnięty, lodowiska były idealnie gładkie i świecące. Drzewa, krzaki, metalowe barierki i znaki drogowe i nieczynna 😒 sygnalizacja świetlna, wszystko w lodzie. 

Jak dobrze wrócić i już przez szybę taki świat obserwować 🧐, bo wyglądało to pięknie.

Dzisiaj chwila oddechu od zimna, potem kolejna tura 🥶.

A ja się ułożyłam do bezrowerowych warunków, do fryzjera był marsz 5 km z kijkami, po śniegowej brei, w spalinach 😕 niestety, dzisiaj paznokcie - też na nogach, ale drogami bez aut..

Dwa treningi siłowe po 30 minut zrobione, i jeden - 30 minut pilatesu z Martą Codziennie Fit. Wyraźne zakwasy w core mam po nim i wyraźną świadomość, jak to biodro z ograniczeniami, mocno rzutuje na ruchomość i sprawność całego ciała. Jakoś udawało mi się to zamiatać "pod dywan" do tej pory, ale bez roweru, za to z chodzeniem, problem wyłazi z różnych stron.

Na takim "pomiędzy" etapie jestem. Zdecydowanie nie tak sprawna, jak bym chciała. Dużo mniej sprawniejsza, niż byłam przyzwyczajona, że jestem. Ale też tak źle nie jest, wg mnie, żeby na endo się decydować.

W "moim" parku piżmak często wyłazi z wody - na ptasie jedzenie i można go oglądać, biała czapla się pojawiła i mewa delawarska. Wybieram się tam w weekend, pooglądać na własne oczy, bo teraz to tylko fotki na fb sledzę. Piękne fotki, bo szczególnie mewa, to łakomy kąsek dla ptasiarzy.

A na moim balkonie śnieg w odwrocie 👍



Read more »
1
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 09, 2026

Jak lizanie cukierka przez szybę

 Takie właśnie jest dla mnie piękno tej zimy 🫤

Tej, czyli od tygodnia, jak to się mrozy duże zaczęły, a moje zatoki zaprotestowały. Bolało koło nosa, z którego ciekło, kichałam co chwila i smęciłam.

A za oknem pięknie 🤩, srebrno-szaro-biało, szron na wszystkim,  szczególnie brzozom w szronie do twarzy . Gawrony na jeszcze większe wyglądają, a maleńkie sikorki co rano, kręcą się na moim balkonie, koło kulki z ziarnami.


Ale:

- na spacery nie chodzę, no zatoki dają znaki, że im za zimno

- na wtorkowym morsowaniu nie byłam, a było w przeręblu (mój kolega przywiózł jakieś narzędzia, siekierę? i jeszcze ten przerębel powiększał), podobno rzucone na ziemię mokre majtki przymarzały do niej od razu = no przygoda mnie ominęła, tylko filmik widziałam, komuś chciało się kręcić i zmontować całkiem niezły

- rower stoi na korytarzu już nie wiem ile dni, a ja jak do biura jeżdżę, to kolejką WKD i ruchu na powietrzu brakuje mi bardzo

Ale:

- wdrożyłam program naprawczy: ibuprom zatoki + lampa z czerwonym światłem przyniesiona z piwnicy wieczorem, co jest moim sukcesem, bo boję się tam chodzić jak już jest ciemno, wszystkie bajki i horrory ożywają wtedy w mojej głowie

- grzecznie siedziałam na tyłku, nie łaziłam po zimnie, a jak musiałam, to z nową chustą owinięta dookoła twarzy (chusta wymaga teraz kolejnego prania, zasmarkana jest trochę i zaparowana)

- ogromny sukces na Vinted odniosłam, bo jak chciałam pieniądze sobie wypłacić, to okazało się, że maile na moją skrzynkę nie przychodzą, drugi adres użyłam już rok wcześniej zakładając na V. innego użytkownika?!!, odkryć go i usunąć to była praca pełna pułapek i zapętleń, pomoc konsultanta odsunięta w czasie nawet kilka godzin

- dwa, całkiem mocne treningi siłowe po 30 minut zrobione, a ja w końcu zdrowa, ale wciąż wychodzącatylkotyleiletrzeba 😒

Read more »
4
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 02, 2026

Palenica_Wysoka 3:53 h 11 km

 Ostatnia z tras planowanych na ten wyjazd, co do której straciłam już nadzieję, że się odbędzie 😕. No bo jak wieje, to gdzie jak nie tam!!

No ale w czwartek raz śmierć kozie sobie powiedzieliśmy = nie ma co gdybać, trzeba zobaczyć co i jak, a najwyżej uciekać szybko.

Wyciąg na Palenicę jeździł co pół godziny i nawet sporo chętnych było. Takich do wjazdu, zrobienia fotki na tle malutkich Trzech Koron, albo nie wiem czego właściwie, bo armatki huczały bardzo i bardzo sztuczny śnieg kotłował dookoła, chociaż dla narciarzy to wciąż było go dużo za mało.

Jeszcze zdążyłam, na dole, do dwóch butelek wodę ze źródła Szymona nabrać, wiadomo - śmierdzącej trochę i niedobrej. Słabość mam do takich wód mineralnych.

I na krzesełku/kanapie nie zmarzłam wcale. Potem też było całkiem ciepło (no ale to pod górę się idzie), aż do miejsca, gdzie wszystkie wyciągi się kończyły i ustawione tam były armatki w taki sposób, że szlak i jego okolice (żeby łatwo przeszkody nie można było ominąć) zamienione były w dosyć głęboki strumień, ukryty pod warstewka lodu! A w próbującego jakoś się przedrzeć w miarę suchą nogą człowieka, wyrzucały po ciśnieniem mokrą, białą masę zasypując w trymiga okulary, mocząc rękawiczki i co się tam jeszcze dało.

Ale już potem było cudnie. Słońce wyszło, wiatru nie było, śniegu akurat i oprócz nas prawie nikogo. 

Tatry z Wysokiego Wierchu niebieskie się wydawały, zawieszone w chmurach. I sporo jeszcze dnia zostało, więc na wysokości Durbaszki, przy herbacie z termosu i kawałku bananowca, odważna decyzja zapadła - idziemy dalej. 


Dalej zima jeszcze bardziej jak zima wyglądała, a wiatr coraz mocniejszy, ale w plecy najczęściej.

Na Wysokiej już taki późny zachód był, piękny, z widokami na wszystkie strony 😮.




Potem już zmrok szybko zapadł, w wąwozie Homole to tylko metalowych schodków i mostków się naoglądałam.

Piękny dzień, nr jeden tego wyjazdu. Ostatni.

W piątek rano jeszcze sama po Sokolicę weszłam, tak na pożegnanie Pienin, dwa malowane kamyki znalazłam (kwiatki i śpiącego, białego misia), ostatki na śniadanie i do domu.



Read more »
4
Podziel się!
Starsze posty

grudnia 31, 2025

Uzdrowisko widmo

W Szczawnicy, w części uzdrowiskowej, to byłam tak że 30-ści lat temu. 
Pięknie to zapamiętałam: drewniane, ogromne budynki, koronkowo wykończone, wymieszane z nowoczesnymi (jak na tamte lata nowoczesnymi), ogromny park, pijalnia wód na końcu ulicy Zdrojowej.
I chciałam to sobie przypomnieć. 
Dzisiaj, bo przed Sylwestrem, to jakieś światło będzie ładne i dekoracje - tak sobie wymyśliłam, nic wcześniej o tym miejscu nie czytając, nie mając podejrzeń żadnych.
Tym bardziej, że Krościenko jest super - odnowione domy przy rynku, ładne lampki na drzewach, choinka i szopka.
Po jednej i drugiej stronie rzeki - boiska, ścieżki i miejsca do odpoczynku. 
Czysto i przestrzennie.
Pomaszerowałam do tej Szczawnicy na piechotę, bo to tylko 2 km. No dwa, ale do początku miasta. A potem chyba drugie tyle, wzdłuż ciasnej ulicy, coraz ciaśniejszej, bardziej zatłoczonej, budynek na budynku, buda na budzie, reklama na reklamie, samochód za samochodem. 
Na Palenicę jeżdżą puste krzesełka bo stok nienaśnieżony.
A wzdłuż ulicy Uzdrowiskowej wielkie puste budynki bez okien niektóre, w parku też straszy rozpad.

Tylko pijalnia na wysoki błysk wyszykowana, w stylu nowoczesnego baru, zupełnie z innej bajki.

Bardzo, bardzo zaskoczona byłam I rozczarowana 🫤

Read more »
8
Podziel się!
Starsze posty
Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Komentarze (Atom)

Followers

Moje linki

  • Powróżę Jarmużem
  • Traszka na rowerze
  • Wodnikowa Panna
  • Zamiast Terapii
  • Katherine May
  • Przestrzeń Dobrych Myśli
  • Miss-Serious
  • MsCancri
  • Goourmmand
  • Życie to rzecz dla dwojga
  • Dorosła z ADHD

Popularne posty

  • Pierwsze moje wiaderkowanie
     Od 1 grudnia do końca miesiąca, biorę udział w wyzwaniu - poznawaniu zimna.  Prowadzi je Valerjan Romanovski, który jest dla mnie w sprawie...
  • Tłusty czwartek - całkiem inny niż zwykle 😬
     Ja pączków nie lubię od lat. Tych sklepowych, bo innych nie znam. Babcia moja była faworkowa - takie kruche robiła (ja byłam pomocnikiem, p...
  • Wieża, śmierć, głupiec, gwiazda, wieża
    Tak, wróciłam do wyciągania prawie codziennie jednej karty tarota. Tak, żeby zatrzymać się, usiąść w ciszy, wziąć karty do ręki, długo potas...

Archive

Szukaj na tym blogu

Zgłoś nadużycie

O mnie

Moje zdjęcie
vapennik
O tym co mnie niepokoi, przyciąga, nie daje spać, wymaga sprawdzenia. Cieszy i chce być zapamiętane.
Wyświetl mój pełny profil

Szukaj na tym blogu

Tags

krościenko podróże
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 vapennik. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.