vapennik

  • Strona główna
  • Aktywność
  • Rękodzieło
  • Podróże, te małe i duże
  • Pobierz szablon

stycznia 09, 2026

Jak lizanie cukierka przez szybę

 Takie właśnie jest dla mnie piękno tej zimy 🫤

Tej, czyli od tygodnia, jak to się mrozy duże zaczęły, a moje zatoki zaprotestowały. Bolało koło nosa, z którego ciekło, kichałam co chwila i smęciłam.

A za oknem pięknie 🤩, srebrno-szaro-biało, szron na wszystkim,  szczególnie brzozom w szronie do twarzy . Gawrony na jeszcze większe wyglądają, a maleńkie sikorki co rano, kręcą się na moim balkonie, koło kulki z ziarnami.


Ale:

- na spacery nie chodzę, no zatoki dają znaki, że im za zimno

- na wtorkowym morsowaniu nie byłam, a było w przeręblu (mój kolega przywiózł jakieś narzędzia, siekierę? i jeszcze ten przerębel powiększał), podobno rzucone na ziemię mokre majtki przymarzały do niej od razu = no przygoda mnie ominęła, tylko filmik widziałam, komuś chciało się kręcić i zmontować całkiem niezły

- rower stoi na korytarzu już nie wiem ile dni, a ja jak do biura jeżdżę, to kolejką WKD i ruchu na powietrzu brakuje mi bardzo

Ale:

- wdrożyłam program naprawczy: ibuprom zatoki + lampa z czerwonym światłem przyniesiona z piwnicy wieczorem, co jest moim sukcesem, bo boję się tam chodzić jak już jest ciemno, wszystkie bajki i horrory ożywają wtedy w mojej głowie

- grzecznie siedziałam na tyłku, nie łaziłam po zimnie, a jak musiałam, to z nową chustą owinięta dookoła twarzy (chusta wymaga teraz kolejnego prania, zasmarkana jest trochę i zaparowana)

- ogromny sukces na Vinted odniosłam, bo jak chciałam pieniądze sobie wypłacić, to okazało się, że maile na moją skrzynkę nie przychodzą, drugi adres użyłam już rok wcześniej zakładając na V. innego użytkownika?!!, odkryć go i usunąć to była praca pełna pułapek i zapętleń, pomoc konsultanta odsunięta w czasie nawet kilka godzin

- dwa, całkiem mocne treningi siłowe po 30 minut zrobione, a ja w końcu zdrowa, ale wciąż wychodzącatylkotyleiletrzeba 😒

Read more »
2
Podziel się!
Starsze posty

stycznia 02, 2026

Palenica_Wysoka 3:53 h 11 km

 Ostatnia z tras planowanych na ten wyjazd, co do której straciłam już nadzieję, że się odbędzie 😕. No bo jak wieje, to gdzie jak nie tam!!

No ale w czwartek raz śmierć kozie sobie powiedzieliśmy = nie ma co gdybać, trzeba zobaczyć co i jak, a najwyżej uciekać szybko.

Wyciąg na Palenicę jeździł co pół godziny i nawet sporo chętnych było. Takich do wjazdu, zrobienia fotki na tle malutkich Trzech Koron, albo nie wiem czego właściwie, bo armatki huczały bardzo i bardzo sztuczny śnieg kotłował dookoła, chociaż dla narciarzy to wciąż było go dużo za mało.

Jeszcze zdążyłam, na dole, do dwóch butelek wodę ze źródła Szymona nabrać, wiadomo - śmierdzącej trochę i niedobrej. Słabość mam do takich wód mineralnych.

I na krzesełku/kanapie nie zmarzłam wcale. Potem też było całkiem ciepło (no ale to pod górę się idzie), aż do miejsca, gdzie wszystkie wyciągi się kończyły i ustawione tam były armatki w taki sposób, że szlak i jego okolice (żeby łatwo przeszkody nie można było ominąć) zamienione były w dosyć głęboki strumień, ukryty pod warstewka lodu! A w próbującego jakoś się przedrzeć w miarę suchą nogą człowieka, wyrzucały po ciśnieniem mokrą, białą masę zasypując w trymiga okulary, mocząc rękawiczki i co się tam jeszcze dało.

Ale już potem było cudnie. Słońce wyszło, wiatru nie było, śniegu akurat i oprócz nas prawie nikogo. 

Tatry z Wysokiego Wierchu niebieskie się wydawały, zawieszone w chmurach. I sporo jeszcze dnia zostało, więc na wysokości Durbaszki, przy herbacie z termosu i kawałku bananowca, odważna decyzja zapadła - idziemy dalej. 


Dalej zima jeszcze bardziej jak zima wyglądała, a wiatr coraz mocniejszy, ale w plecy najczęściej.

Na Wysokiej już taki późny zachód był, piękny, z widokami na wszystkie strony 😮.




Potem już zmrok szybko zapadł, w wąwozie Homole to tylko metalowych schodków i mostków się naoglądałam.

Piękny dzień, nr jeden tego wyjazdu. Ostatni.

W piątek rano jeszcze sama po Sokolicę weszłam, tak na pożegnanie Pienin, dwa malowane kamyki znalazłam (kwiatki i śpiącego, białego misia), ostatki na śniadanie i do domu.



Read more »
4
Podziel się!
Starsze posty

grudnia 31, 2025

Uzdrowisko widmo

W Szczawnicy, w części uzdrowiskowej, to byłam tak że 30-ści lat temu. 
Pięknie to zapamiętałam: drewniane, ogromne budynki, koronkowo wykończone, wymieszane z nowoczesnymi (jak na tamte lata nowoczesnymi), ogromny park, pijalnia wód na końcu ulicy Zdrojowej.
I chciałam to sobie przypomnieć. 
Dzisiaj, bo przed Sylwestrem, to jakieś światło będzie ładne i dekoracje - tak sobie wymyśliłam, nic wcześniej o tym miejscu nie czytając, nie mając podejrzeń żadnych.
Tym bardziej, że Krościenko jest super - odnowione domy przy rynku, ładne lampki na drzewach, choinka i szopka.
Po jednej i drugiej stronie rzeki - boiska, ścieżki i miejsca do odpoczynku. 
Czysto i przestrzennie.
Pomaszerowałam do tej Szczawnicy na piechotę, bo to tylko 2 km. No dwa, ale do początku miasta. A potem chyba drugie tyle, wzdłuż ciasnej ulicy, coraz ciaśniejszej, bardziej zatłoczonej, budynek na budynku, buda na budzie, reklama na reklamie, samochód za samochodem. 
Na Palenicę jeżdżą puste krzesełka bo stok nienaśnieżony.
A wzdłuż ulicy Uzdrowiskowej wielkie puste budynki bez okien niektóre, w parku też straszy rozpad.

Tylko pijalnia na wysoki błysk wyszykowana, w stylu nowoczesnego baru, zupełnie z innej bajki.

Bardzo, bardzo zaskoczona byłam I rozczarowana 🫤

Read more »
8
Podziel się!
Starsze posty

grudnia 30, 2025

Nie_na_żarty

A raczej - żarty się skończyły!
Mróz jest wyraźny🥶, słońce tylko bywa, a wiatr niekiedy tylko przycicha.
W poniedziałek rano ani jednej chmurki, komfort cieplny zachowany, ale tylko podczas mojej porannej wycieczki, wzdłuż rzeki, po kamyk ze słodkim kociaczkiem (tak był, mocno przymarznięty do innych, zwykłych kamieni, ale nikt go nie zabrał po kryjomu).
A potem wycieczka na Trzy Korony prze Zamek, wiatr już dawał mocno, niedawno skończoną chusta, która miała mieć fotki zrobione z plecaka niewyjęta, aparat zresztą też. 
Dzisiaj odwrotnie - rano ciemne od chmur niebo, biało pod nogami (z 10 cm śniegu się pojawiło). A tak w połowie szlaku z Czorsztyna na Przełęcz Szopka, słońce zaczęło pokazywać się coraz częściej i na coraz dłużej. Chusta ma wreszcie zdjęcia, a przy szlakowych tabliczkach kilka uśmiechniętych, kamyczkowych bałwanków sobie stało. 

Dobrze mi tu. Pusto w górach, cicho, ładnie, wygodnie w domu, w którym mieszkamy.
Wycieczki super!!
Read more »
2
Podziel się!
Starsze posty

grudnia 28, 2025

Sokolica i Przechyba z doliny Białej Wody

Czyli dzień pierwszy i drugi.
Zupełnie różne. 
Bliżej Sokolicy to już chyba mieszkać się nie da. Więc od razu z buta. Słońce, lekki mróz, szron i posypka śniegu. Mało ludzi. Ślisko, no ale my w raczkach.
Idealnie. Sosenka odrasta, widać Tatry.
Potem szlakiem w stronę Zamku i Trzech Koron na zachód. S. z plecakiem sprzętu, no ale po drodze dzień się nam skończył🫤. Spokojnie zeszliśmy w dół na pierogi, już nawet menu nie czytamy. Stały zestaw: kawa x2 oscypek z żurawiną i pierogi: ruskie, z mięsem i ze szpinakiem, zestaw surówek.
No a dzisiaj - chmury, mocny wiatr = nowość. Śnieg i lód jak wczoraj. Autem za Szczawnicę (ależ tam dom na domu i jak blisko te wszystkie domy ulicy). I pod górę. My coraz wyżej, wiatr coraz większy. Od tyłu na szczęście, ze śniegu wiatr mini trąby powietrzne kręci, bo my po polu się wspinamy. Oprócz nas prawie nikogo. W lesie trochę oddechu złapaliśmy, kilka łyków herbaty, kilka kęsów bananowca. 
Potem jeden zakręt, drugi i co było nieuchronne nadeszło - powrotna, znaczy pod wiatr część drogi. Kaptury pozapinane na maksa, z oczu płyną łzy, z nosa też coś o tej samej konsystencji. Długo dosyć to trwało. Potem wiadomo - na pierogi i na oscypka. I laba w domu.
 
Read more »
2
Podziel się!
Starsze posty

grudnia 27, 2025

Źródła wody mineralnej

Nie żebym jakoś bardzo ich szukała (twardy dowód = wiele razy byłam w Krościenku i nic o nich nie wiedziałam), ale jak już przypadkiem trafiłam na trzy, zabytkowe piękne źródełka, w odległości 2,5 km od miejsca w którym mieszkamy, to jaki mógłby być lepszy cel na spacer w pierwszy wieczór! Latarka do plecaka, pusta butelka też, po drodze coś dla brzucha - pierogi + oscypek na ciepło. Ładnie bardzo się tam szło. Trochę nad Dunajcem, potem przez prawie puste uliczki wzdłuż starych domów. I w końcu mocno pod górę, przez lasy aż do źródła Maria. Wodę trzeba pompować było specjalną pompką, S. pompował, pompował i nic 🥺. Ale dwa jeszcze źródełka zostały. Znowu droga w dół, tym razem wzdłuż domów migających lampkami, pod górę długo dosyć. I jest: Michalina I Stefan. Kran zwykły, woda płynie bez problemu. Na Michalinę padło, bo więcej wapnia w niej jest. Smak niedobry. Trochę słony, trochę gorzki. 
Wróciłam tam rano po Stefana. Ale krany już suche były.
Read more »
2
Podziel się!
Labels:
krościenko, podróże
Starsze posty

grudnia 20, 2025

Z głową w Pieninach

Do końca = do zeszłego wtorku, sprawdzałam prognozy pogody w Pieninach i równolegle - noclegi w Szczawnicy (jej główna zaleta - jeszcze nigdy tam nie mieszkaliśmy, wady - ciasna, zatłoczona, w góry daleko). A dom idealny miał być wysoko, nie w smogu nad Grajcarkiem, w luźnej zabudowie, pokój koniecznie z aneksem kuchennym. Nic takiego dla nas nie znalazłam 😒.

Więc do znajomego Krościenka, na znajomą ulicę Sw. Kingi się z poszukiwaniami przeniosłam. 

I niespodzianka - jest tak brakująca nam wcześniej kładka nad Dunajcem i pokój idealny w domu tuż przy niej! 

W piątek wyjeżdżamy, na calutki tydzień!!! Już na każdy dzień wycieczki są zaplanowane.

Trochę też malowanych kamyczków zgromadziłam, żeby pobawić się w nowym miejscu.



Prezenty mam już gotowe, popakowane ładnie, piernik i warzywa do ryby po grecku to już w poniedziałek i wtorek. 

Nowy kolor paznokci wybrany! = przygotowania do Świąt skończone!

Poniedziałek: 24 km rower + jasełka u mojej wnuczki w przedszkolu, piękne, nowoczesne, wzruszające

Wtorek: 34 km rower

Środa: 20 km rower + 40 min. siłownia i kolejny sukces na V. = sprzedana koszulka

Czwartek: 20 km rower, 0,5h siłownia, a wieczorem korpoimpreza, zupełnie nieudana. Tak trudno było mi przekonać siebie, żeby tam pojechać, a potem po dwóch godzinach nudy, wróciłam do domu. Muzyka nie do tańczenia była, warsztaty jakieś - robienie czekoladek i malowanie bombek (nawet jedną pomazałam jakoś tam, żeby się czymś zająć, no słów szkoda..😒i oglądanie filmu z Kevinem w jednej z salek.

Piątek: 34 km rower, 14 km wieczorem, we mgle - oświetlony park wyglądał baśniowo 🤩

Sobota: 24 km rower + morsowanie 15 min, po południu sprzątanie na grobach = wywalenie dwóch doniczek chryzantem, kilku brzydkich lampek i niepotrzebnych liści

Niedziela: ?

Read more »
5
Podziel się!
Starsze posty

grudnia 13, 2025

Ostatni wpis na Vitalii

Ambiwalentne uczucia mam w związku z tym 🤔

No bo wiadomo, szkoda mi. 10 lat czytania pamiętników, osób najpierw obcych mi zupełnie, potem często bliskich, komentarze i pisanie co w mojej duszy gra. Polubiłam to i będę tęskniła.

Ale trochę tylko i krótko będę tęskniła, bardziej chyba za taka poranną rutyną = kawa i V., bo dużo pamiętników i tak zniknęło już wcześniej, mało osób zostało w kręgu moich znajomych. Mało tematów, które mnie interesowały i na temat których miałam coś do powiedzenia, chciało mi się wypowiadać, czy miałam odwagę pisać szczerze. Bo to, że ktoś żyje w sposób dla mnie jak z księżyca, czasami destrukcyjnie wg mnie i chce się tym dzielić, jest dla mnie bardzo ciekawe i nie jest to nie powód, żeby go krytykować.

Ale też zobaczyłam jak można radzić sobie świetnie w trudnych sytuacjach, przetrwać, zbudować coś od nowa. 

I że muszki owocówki najlepiej jest wessać odkurzaczem.

I koniec Vitalii rozumiem dosłownie, tylko jako koniec tego typu kontaktów, bo są przecież inne komunikatory i jak ktoś będzie chciał być w kontakcie - to będzie.

U mnie ten tydzień pod znakiem "poznawania zimna" c.d.

Było jeszcze dwa razy wylewanie gara wody na głowę, w różnych konfiguracjach temperaturowych i z różnymi dodatkami. Bardzo dopracowałam technikę: na balkonie stawiam miskę do której ta woda ścieka ze mnie i nie muszę widowiska sąsiadom urządzać. S. kręci filmiki. A śmiechu jest sporo 😄, co dodatkowo pogłębia problemy z oddychaniem podczas tego ćwiczenia.

A jutro jedzenie zamrożonego, ulubionego jedzenia!

Talerzyk na którym jest papier do pieczenia = mój autorski pomysł, chroniący przysmaki przed przymarznięciem do talerzyka. Na nim kawałki jabłka, cukinii, fasola, leczo i kasza gryczana.


Wynik doświadczenia:

Zaskoczenie, bo chociaż na kamień było wszystko zamarznięte (na początku przynajmniej) to efektu przymarzania do języka nie było. Wystarczyło w ustach pozmieniać miejsce przebywania zmarzliny, a ona zaczynała się powoli ogrzewać. Trzymanie w zębach nie było konieczne. 

Jabłko zmieniło zupełnie konsystencje i rozpuszczało się jak cukierek wraz z ogrzewaniem. 

Ogórek bardziej słony się wydawał, leczo i fasolka bez smaku. 

Kasza jak zimna kasza, no ale ona była już na końcu i straciła "kamienistość". 

Długo to jedzenie trwało i ciekawym doznaniem było, ale zostawiło mnie zmarzniętą w środku i tęskniąca za gorącym posiłkiem, tym bardziej, że rano było morsowanie. 


Read more »
4
Podziel się!
Starsze posty

grudnia 07, 2025

Pierwsze moje wiaderkowanie

 Od 1 grudnia do końca miesiąca, biorę udział w wyzwaniu - poznawaniu zimna. 


Prowadzi je Valerjan Romanovski, który jest dla mnie w sprawie zimna autorytetem. 

Prawie codziennie jest krótki wykład i zadanie/ćwiczenie do wykonanie. Filmik albo zdjęcie pokazujemy w FB grupie. Celem jest zrobić je spokojnie (to ćwiczenie), poczuć co się z naszym umysłem i ciałem dzieje. Można pytać, komentować, zobaczyć na ile różnych sposobów można np wchodzić do wody, bo różne mamy możliwości. Sporo osób ma swoją beczkę (na tarasie np, czy balkonie), basen w ogrodzie, są szczęściarze mieszkający nad jeziorem, czy nad morzem. Są też tacy jak ja, mieszkający w bloku, otoczeni sąsiadami.

Zadanie na piątek było: wyjść na dwór w kostiumie, mieć ze sobą lodowatą wodę w wiaderku, spokojnie wypić coś ciepłego - herbatę/kawę, i równie spokojnie wylać sobie tą wodę na głowę 😯. I jeszcze filmik zrobić.

No i usnąć nie mogłam, tyle planów miałam. 

Do parku pojechać, gdzie krzaczory są i sporo różnych, ćwiczących dziwaków - no ale jak tam wodę przetransportować (ta ze stawów syfiasta bardzo jest) i co potem z mokrą głową.

Na dach wyjść, ale jak ktoś zobaczy, do Spółdzielni doniesie (nie wolno wchodzić na dach) no i tam jest drabinka, po której wodę to chyba w jakimś kanistrze trzeba by było wytachać - no i czy my mamy jakiś kanister 🤔. I jak ta woda z brudnego dachu zacznie ściekać na świątecznie umyte okna!

Dodatkowym utrudnieniem było to, że S. na działce i filmik musiał się sam robić, a niezbyt mam doświadczenie, jak źle komórkę ustawię i coś dotknie do ekranu, nagrywanie skończone. A powtórek nie będzie. Lodowata woda w garnku (wiaderka nie mam) jest tylko na raz.

Wybrałam wersję organizacyjnie najprostszą: wieczorem wodę na balkonie w największym garnku zostawiłam. Rano, tak koło godziny 8, jak jeszcze szaro i ciemnawo na osiedlu było, na szorty i górę od kostiumu, kurtkę narzuciłam, do plecaka termos z gorącą herbatą, ręcznik i komórkę spakowałam. Okulary zostawiłam w domu, żeby nie widzieć, czy ktoś gapi się czy nie.

Zimno było, ale, wolno oddychając, wypiłam kubek herbaty (to ta przyjemna część), zrobiłam próbę generalną filmowania. Wszystko w takim kąciku na żywopłotem, pod oknami tych co jeszcze spali, miałam nadzieję, albo w szkole już siedzieli. 

I wylałam sobie garnek lodowatej wody na głowę. O tak:






Szybko to było, głowę za bardzo do przodu pochyliłam, żałowałam, że na jakiejś łące nie jestem i więcej wody nie mam, bo tak jakoś więcej emocji z samą logistyką niż z doświadczenia.

Powtórka będzie na 100% w jakiś bardziej sprzyjających okolicznościach.

I nie, nie jestem taka chuda, tylko kamera przy samej ziemi stała.

Poniedziałek: 20 km rower + 0,5h siłownia 

Wtorek: 20 km rower

Środa: 20 km rower + 30 min. siłownia

Czwartek: 20 km rower, 0,5h siłownia + rehab.

Piątek: 20 km rower + łażenie po moim lokalnym "centrum handlowym", coś tam pomierzyłam nawet, ale moja zeszłoroczna (i przedzeszłoroczna) sukienka zwyciężyła

Sobota: 20 km rower + morsowanie 15 min.

Niedziela: 20 km rower + morsowanie 15 min.








Read more »
6
Podziel się!
Starsze posty

listopada 30, 2025

Niespokojnie u łabędzi

W moim parku, dużym, z wieloma stawami i brudną rzeką, łabędzie są od zawsze.

W różnych ilościach, zaobrączkowane i zadbane.

Ale tej wiosny (dwa tylko były) były zaloty 💖, wicie gniazda w trzcinach i pływanie po okolicy w powiększonym już mocno gronie (tata łabędź z przodu, syczący co chwila, z rozłożonymi groźnie skrzydłami).

Wszystko to bogato dokumentowane przez parkowych fotografów, bo maluszki cudne były = malutkie puchate kuleczki.

Potem młode podrosły, jeszcze tylko nauka fruwania przyciągnęła ciekawskich. A teraz są takim etapie rozwoju jak w bajce  Brzydkie Kaczątko - jakby brudne i niewyrośnięte. Cała rodzina wciąż trzyma się bardzo blisko.

I w zeszłym tygodniu pojawił się ten obcy 😯!! I to nie na jakimś wolnym stawie, tylko tym najlepszym, przy którym karmnik z jedzeniem dla ptaków stoi i na największym, gdzie jest szkoła latania.

Przez kilka dni tata łabędź skrzydła stawiał co chwila i syczał, młode go naśladowały. Aż wreszcie, tata i obcy zaczęli się dziobami podszczypywać, coraz bardziej i bardziej, obcy dostał cios w głowę, krew się polała, obcy uciekł na brzeg, pod koła roweru prawie (nie, nie mojego, ja ta historię znam tylko z fb relacji, bogato ilustrowanej zdjęciami), w panice wskoczył znowu do wody i wtedy tata złapał go za gardło - dosłownie - dusił go zaciskając dziób tuż pod głową obcego. Jakiś przytomny pan rozdzielił walczących (nie wiem, niestety jak).

Całą sprawa została zgłoszona do fundacji opiekującej się łabędziami.

Obcy zniknął, a rodzina odzyskała swoje stawy.



Read more »
0
Podziel się!
Starsze posty

listopada 18, 2025

Pierwszy tegoroczny śnieg ❄️

Rano, jak pedałowałam po moim rowerowym parku, prawie go jeszcze nie było. Ale biały nalot widać było wyraźnie i jakby drobniutki proszek był w powietrzu. Zniknął też pan śpiący regularnie na stojących w głębi ławkach. Miał gruby śpiwór, ale i tak 🥶


A w parku, gdzie morsuję, już zimowe dekoracje ❄️. Biało, śnieg sypie - pełno ludzi. Biegają, większość ubrana, niektórzy w majtkach i czapkach. Sporo osób stoi w jeziorku (techniki mosowania różne od "na jeńca" do resetów, gadajace grupy, samotni "tu i teraz". Dziewczyny robią sobie długie foto-sesje najpierw w bikini na śniegu, potem w wodzie, a potem jeszcze rybki oglądają z zainteresowaniem (wciąż w bikini). Byli rowerzyści i zwykli spacerowicze, gapiący się na tych stojących w jeziorku.


Dla mnie wejście do wody to taki dziwny moment - coś we mnie strasznie nie chce, ale idę, najgorzej jest ręce i ramiona zamoczyć. Potem, jak pierwszy szok zastąpiony jest przez dreszcze i szczękanie zębami, już jest dobrze - gadam i słucham, ciekawie jest i te kilkanaście minut mija nie wiadomo kiedy. Potem chwila pływania. I wychodzenie, uważnie, żeby nie wywalić się na śliskich schodkach i deskach pomostu. Wciąż jak przygoda😉


Ale potem jest ubieranie się (jak zazdroszczę tym wszystkim, którzy mogą pominąć ten etap i bezpośrednio do ciepłego domu wejść). Bo przy mocnym wychłodzeniu, zakładanie wszystkiego co trzeba, przy małej powierzchni ławki = mordęga. Wytarta niby skóra o dziwnym czerwono-pomarańczowym kolorze wcale nie jest sucha i wciągniecie skarpet (tych najluźniejszych jakie się ma) to cała operacja. Potem buty (sznurówki bardzo rozluźnione). No i cała reszta, której nagle robi się bardzo, bardzo dużo. Rękawy plączą się, trzęsące się, sztywniejące ręce nie radzą sobie z suwakami. Jeszcze trzeba spakować się do plecaka, nie zgubić niczego i dotruchtać do samochodu (nie ja jestem kierowcą na szczęście, bo oprócz tego, że ciało skacze w zupełnie nieskoordynowany sposób na wszystkie strony, umysł tak jakby się zawęża i redukuje).


W domu (jak już skaczącym palcem uda się trafić w cyferki kodu w domofonie) trochę trwa dochodzenie do siebie. A potem, bardzo szybko, nie mogę już doczekać się następnego razu 😋.


A tydzień temu taka piękna jesień była jeszcze 🍁🍂




Read more »
0
Podziel się!
Starsze posty
Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Komentarze (Atom)

Followers

Moje linki

  • Powróżę Jarmużem
  • Traszka na rowerze
  • Wodnikowa Panna
  • Zamiast Terapii
  • Katherine May
  • Przestrzeń Dobrych Myśli
  • Miss-Serious
  • MsCancri
  • Goourmmand
  • Życie to rzecz dla dwojga
  • Dorosła z ADHD

Popularne posty

  • Pierwsze moje wiaderkowanie
     Od 1 grudnia do końca miesiąca, biorę udział w wyzwaniu - poznawaniu zimna.  Prowadzi je Valerjan Romanovski, który jest dla mnie w sprawie...
  • Z głową w Pieninach
    Do końca = do zeszłego wtorku, sprawdzałam prognozy pogody w Pieninach i równolegle - noclegi w Szczawnicy (jej główna zaleta - jeszcze nigd...
  • Jak to się zaczęło
     Za każdym razem, kiedy szłam czerwonym szlakiem z Przełęczy pod Klasztorną Górą do Lesnicy, intrygował mnie ten napis: Vapennik 2 min. I st...

Archive

Szukaj na tym blogu

Zgłoś nadużycie

O mnie

Moje zdjęcie
vapennik
O tym co mnie niepokoi, przyciąga, nie daje spać, wymaga sprawdzenia. Cieszy i chce być zapamiętane.
Wyświetl mój pełny profil

Szukaj na tym blogu

Tags

krościenko podróże
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 vapennik. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.